Słynny dyplomata, książę Aleksander Gorczakow, mawiał, że „nie wierzy w niezdementowane informacje”, czyli: tylko to, co zdementowane, jest prawdziwe.

Z tekstu Pana Mandziarza (poniżej) wynika, że ktoś musi wreszcie powiedzieć Panu Skwarkowi, iż koledzy z ZZPRC po prawie sześciu latach postawili na nim krzyżyk, skoro tak gwałtownie zapewniają, że Pan Mandziarz nie będzie ich kandydatem do Zarządu. Bo trochę to niezręczne, że dowiaduje się o tym ze strony NSZZ. No ale cóż, takie widać są tam obyczaje.

Jeśli chodzi o patenty: Panie Mandziarz, (przecież rozumie Pan to doskonale), nie chodzi o to, że ktoś wymyśla patenty. Chodzi o wyjaśnienie, czy nie doszło do patologii polegającej np. na wykorzystaniu swojego stanowiska do fikcyjnego „dopisywania się” do patentów i czerpania z tego korzyści w przyszłości. Wszyscy bowiem się (chyba) zgadzamy z tym, że fakt bycia czyimś przełożonym nie powinien być powodem do pasożytowania na cudzej innowacyjności, przypisywania sobie nieswoich sukcesów i czerpania z tego zysków. Bo czy nie jest anomalią – czy wręcz aberracją – że wkład pracy przełożonego w patent, zawsze jest wyceniany na taki sam procent zaangażowania? Najwyższy czas skończyć z tą patologią i uczciwie nagradzać prawdziwych autorów patentów i innowacji.

Reasumując, pasożytom i cwaniakom mówimy stanowcze: „nie” – niezależnie od tego, na jakim szczeblu zarządzania są, a nawet im wyżej siedzą, tym zajadlej będziemy tępić patologię. Bo przyznać trzeba, że szczególnie ohydne jest, gdy ktoś na garbie robotnika i z gębą pełną frazesów o walce o jego dobro zdobywa władzę i stanowisko tylko po to, żeby po cichutku napychać sobie portfel i zatrudniać rodzinę swoich kamratów na fikcyjne posady.

No i na koniec: to, że ktoś nie rozumie, co czyta – żadna nowość, nie rozumie, co pisze – żadna nowość, ale kumulacja tych zjawisk u byłego członka rady nadzorczej budzi poważne zaniepokojenie.

Przypominamy, o co toczy się dyskusja z Panem Mandziarzem: wiemy, że członek Rady Nadzorczej może pytać i zapewniamy, że kolega Piotr Śliwa pyta o wszystkie ważne dla Załogi sprawy i rozlicza Zarząd np. z tego, czy nie wykorzystują stanowiska do prywaty.

Pan Mandziarz, były członek RN z ramienia ZZPRC, postawił jednak absurdalną tezę, że członków RN nie obowiązuje pojęcie tajemnicy przedsiębiorstwa oraz że wszystkie informacje można upubliczniać. Pokazujemy, że jest to bzdura – co udowodniliśmy jednym pismem do Pana Skwarka. Przerażenie i niepokój budzi pytanie: do wycieku jakich informacji mogło dojść i czy były lub mogły być wykorzystane przez konkurencję do obniżenia wyników naszej firmy?