Dzisiejsze tournee wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza po Tarnowie, to jak spóźniona wizyta Świętego Mikołaja. Podczas gdy my walczymy o przetrwanie, w Małopolsce otwierają szampana. Szef ludowców przywiózł do Tarnowa konkretne zapowiedzi:
Strategiczna produkcja nitrocelulozy i prochów – to w Tarnowie, a nie w Puławach, powstanie serce polskiej produkcji komponentów do amunicji.
Dokapitalizowanie Zakładów Mechanicznych Tarnów – miliony popłyną na nowe linie produkcyjne i sprzęt.
Gwarancje odbioru – wojsko będzie kupować to, co wyprodukują koledzy z południa.
Wicepremier skutecznie ciągnie kołdrę w stronę swojego okręgu wyborczego. Ale najgorsze w tym wszystkim jest to, jaka rola przypada nam. Kosiniak-Kamysz buduje potęgę swojego okręgu, pytanie czy nie naszym kosztem?
Puławy – „dojna krowa” i żyrant cudzych sukcesów?
Wygląda na to, że w planach rządu Grupa Azoty Puławy ma pełnić rolę „bogatego wujka”, który sam chodzi w dziurawych butach. Odnosimy wrażenie, że mamy ciężko pracować tylko po to, by stale finansować i poręczać inwestycje w innych zakładach Grupy – w Tarnowie czy Policach, innej roli dla nas nie przewidziano…
Nasze zyski i nasz majątek mają być gwarancją dla kredytów na fabryki, które powstaną gdzie indziej. Im rozwój i nowe miejsca pracy, nam – ryzyko i wieczne zaciskanie pasa.
Nie ma na to naszej zgody!
Co na to lubelscy politycy? Koalicja kpi, opozycja śpi (z jednym wyjątkiem).
Sytuacja polityczna wokół naszego zakładu jest tragiczna.
Koalicja rządząca: Europoseł Marta Wcisło znana u nas jako „pani z warkoczem”, którą przed wyborami ZZPRC ubierało w strój roboczy i praktycznie nie wychodziła z naszego zakładu, dziś woli chwalić się inwestycjami w Kraśniku i otwartym tam biurem. Jeszcze bardziej bezczelny jest Krzysztof Hetman. Szef ludowców w regionie to człowiek, który do Brukseli uciekł startując z listy… w Poznaniu. Dziś przypomniał sobie o Puławach i euro z Parlamentu Europejskiego wydaje na wieszanie u nas w Puławach billboardów o sukcesach… w Kraśniku. Czy to ma nas zdenerwować, czy upokorzyć?
Musimy uczciwie przyznać, że na placu boju zostaliśmy prawie sami. Miarą zainteresowania polityków było nasze spotkanie w Warszawie o przyszłości chemii. Poza posłem Michałem Moskalem nie było NIKOGO, kto realnie interesowałby się naszą sytuacją. Moskal jako jedyny stawił się na rozmowy i podjął temat. Reszta – zarówno z rządu, jak i z opozycji – ma nas gdzieś.
Pewnie przypomną sobie o Puławach, gdy ruszy kolejna kampania wyborcza. Wtedy znów będą nas klepać po plecach. Tylko czy wtedy Puławy będą jeszcze perłą polskiej chemii, czy już tylko wyeksploatowanym żyrantem długów całej grupy?
Mówimy: DOŚĆ.
Jako „Solidarność” wysyłamy oficjalne pismo do rządu.
Wylistujemy wszystkie inwestycje, które Kosiniak-Kamysz ciągnie do Tarnowa oraz te, którymi Hetman i Wcisło chwalą się w Kraśniku i zadamy proste pytanie:
Czego brakuje Puławom? Czy jesteśmy gorsi, bo nie mamy w rządzie „swojego” wicepremiera? Czy o rozwoju decyduje tylko i wyłącznie geografia wyborcza? Dlaczego, posiadając potężne zaplecze chemiczne i kompetencje, jesteśmy traktowani jak zakład drugiej kategorii?
Odpowiedź władz – lub jej brak – upublicznimy. Niech każdy pracownik i mieszkaniec powiatu zobaczy, jak wygląda „wsparcie” obecnej władzy w praktyce.
Zrobimy to na długo przed wyborami, żeby nikt więcej nie dał się nabrać, kiedy znów wrócą tu z kamerami i pustymi obietnicami.


