Pozwolę sobie na osobisty komentarz, aby pozostawić publiczny ślad sprawy, której politycy nie będą mogli później udawać, że nie znali. O tym, o czym piszę, wiedzą wszyscy, a mimo to nikt nie podejmuje działań. Powody łatwo wskazać: pieniądze — i to ogromne. Dlatego ta wypowiedź może skończyć się na trzy sposoby: przemilczeniem tematu, próbą zastraszenia mnie albo przedstawieniem mnie jako osoby niewiarygodnej.
W ciągu pierwszych pięciu miesięcy 2026 roku do Polski sprowadzono z Niemiec (600 milionów złotych) i Rosji (300 milionów złotych) nawozy warte niemal miliard złotych — to oficjalne dane. Nawozy czyli de facto rosyjski gaz ale przetworzony czyli … z wyższą marżą.
Publicznie zapytałem przedstawicieli rządu(kliknij) , jak to możliwe, że niemieccy producenci są bardziej konkurencyjni i skąd biorą tak duże ich moce wytwórcze. Reakcją było zaskoczenie, że informacja ta padła na oficjalnym forum, lecz nie usłyszałem racjonalnego wyjaśnienia.
Jaka może być odpowiedź? Pewności nie ma, ale najbardziej prawdopodobne wydaje się, że państwo polskie — przy udziale lub za przyzwoleniem swoich służb — uczestniczy w imporcie rosyjskich nawozów do Polski, a jego legalizacja odbywa się za pośrednictwem „niemieckich słupów”.
Czy to, co napisałem, jest szokujące? Tak. Czy wywoła reakcję polityków albo państwa polskiego? Nie sądzę. Jak mówi porzekadło: nie ma tak ciasnej bramy, przez którą nie przeszedłby osioł obładowany złotem.
Szanowni Państwo, w takim państwie żyjemy — i zapewne jeszcze długo żyć będziemy.
Powyższa informacja zostanie przekazana do parlamentarzystów wszystkich opcji. Mam nadzieję, że pojawią się interpelacje na ten temat.
Sławomir Kamiński wiceprzewodniczący NSZZ Solidarność Grupy Azoty Puławy



