„Jest super, jest super, więc o co ci chodzi?” – Analizujemy odpowiedź w sprawie SAP

gru 22, 2025 | Aktualnosci

 W ubiegłym tygodniu zapytaliśmy wprost: „Czy czeka nas Armagedon?”. Pytaliśmy o bezpieczeństwo informacji, o ryzyko paraliżu zakładów, o warunki pracy w nowych okolicznościach i o koszty gigantycznego wdrożenia systemu SAP S/4HANA.
Dziś otrzymaliśmy odpowiedź. Jest długa, pełna korporacyjnych zapewnień i… zaskakująco szczera tam, gdzie wolelibyśmy się mylić.
Pismo, które wpłynęło do związku, to klasyczny przykład „korporacyjnego uspokajacza”. Mamy uwierzyć, że nasze obawy są „błędne”, a wdrożenie to pasmo sukcesów. Kiedy jednak zdejmiemy lukier z tego pączka, w środku wcale nie widać marmolady…

Oto 5 kluczowych punktów z otrzymanej dziś odpowiedzi, które budzą nasze uzasadnione wątpliwości.
Kto odpowiada za wdrożenie, czyli „operację na otwartym sercu”?
Pytaliśmy o strategiczne bezpieczeństwo Spółki. Pytania były konkretne, merytoryczne i zorientowane na biznes. Kto nam odpowiada? Nie Prezes Zarządu. Nie Dyrektor IT. Odpowiada nam… Szef Biura Personalnego.
Odpowiedź udzielona przez HR sugeruje, że Spółka traktuje obawy zgłaszane przez Pracowników jako kwestię „nastrojów społecznych”, a nie realne ryzyko biznesowe. To klasyczna „spychologia” odpowiedzialności.
Logika: Będzie lepiej, czyli gorzej
W jednym akapicie czytamy zapewnienie: „Nowy system nie pogorszy warunków pracy załogi”. Brzmi świetnie, prawda?
Niestety, zdanie niżej dowiadujemy się, że zmiana wymaga „dodatkowego nakładu pracy”.
Tłumaczymy na polski: Będziesz miał te same warunki (tę samą pensję), ale będziesz musiał włożyć w to więcej pracy. W matematyce związkowej: więcej pracy za te same pieniądze = pogorszenie warunków.
Ryzyka nie ma, ale fabryka staje
Krzysztof Bachan, albo ktoś, kto podsunął mu tę odpowiedź do podpisu twierdzi, że wdrożenie „nie niesie żadnych ryzyk operacyjnych”.
To stwierdzenie jest technicznie nieprawdziwe i niebezpieczne. Każda migracja tej klasy niesie ryzyka. Twierdzenie, że ryzyk „nie ma”, dowodzi arogancji lub niewiedzy zarządzających projektem.
Dlaczego więc w tym samym piśmie czytamy, że start systemu 1 stycznia 2026 r. wymusi „ograniczenie wysyłek”? Skoro wszystko jest bezpieczne i przetestowane, dlaczego musimy hamować sprzedaż? Spółka przyznaje, że poinformowała już klientów o „trudnościach”.
Mamy więc „brak ryzyk”, który skutkuje realnym zatrzymaniem wypływu towaru. To się nazywa urzędowy optymizm.
Jesteś testerem (za darmo)
To chyba najbardziej niepokojący fragment. Spółka przyznaje, że szkolenia trwają i… będą kontynuowane w styczniu.
Przypomnijmy: System rusza 1 stycznia. Szkolenie pracowników po uruchomieniu systemu to jak nauka pływania po wrzuceniu na głęboką wodę.
Co więcej, pracodawca wprost pisze: „liczymy na czujność użytkowników i zgłaszanie błędów na bieżąco”.
Wniosek: System nie jest gotowy. To Wy, Pracownicy, będziecie w styczniu jego testerami, pracując na żywym organizmie, w stresie i pod presją czasu.
Koszty? To tajemnica
Zapytaliśmy, ile to wszystko kosztuje. Odpowiedź? „koszty nie podlegają obowiązkowi publicznego informowania”.
Gdyby wdrożenie było tanie i efektywne, Zarząd chwaliłby się oszczędnościami na lewo i prawo. Jeśli koszty są ukrywane, to znaczy, że są bolesne. A zapłacimy za nie my wszyscy – w wynikach Spółki, a w konsekwencji w naszych pensjach.

Podsumowując, dostaliśmy obietnicę „synergii”, „automatyzacji” i „KPI”. Piękne słowa. Ale rzeczywistość, która wyłania się z tego pisma, to: 
🔸Więcej pracy dla załogi.
🔸Problemy z wysyłkami na początku roku.
🔸Nauka obsługi systemu w trakcie jego działania.
🔸Zepchnięcie odpowiedzialności na „czujność użytkowników”.

Jako Solidarność nie akceptujemy mydlenia oczu. Będziemy patrzeć zarządowi na ręce – zwłaszcza w styczniu, gdy skończy się teoria, a zacznie „praktyka” na „idealnie wdrożonym” systemie.
Nie zadowalamy się gładkimi zdaniami o „synergiach”. Ponieważ odpowiedź pracodawcy rodzi więcej pytań niż daje odpowiedzi, wysyłamy kolejne pismo z żądaniem konkretów w trzech kluczowych sprawach:
Ile płacicie za ten „dodatkowy nakład”?
Skoro Spółka oficjalnie przyznaje, że wdrożenie wymaga od ludzi więcej pracy, żądamy określenia stawek za nadgodziny. Nie zaakceptujemy sytuacji, w której załoga „ratuje wdrożenie” po godzinach w czynie społecznym. Dodatkowa praca = dodatkowa płaca.
Co z wynikami?
Pracodawca zapowiada „ograniczenie wysyłek” na początku 2026 roku. Mniej wysyłek to mniejsza sprzedaż. Mniejsza sprzedaż to gorsze wyniki. Czy to oznacza, że przez to wdrożenie spółka zarobi mniej? Żądamy pisemnej gwarancji, że problemy z systemem nie obniżą wyników za pierwszy kwartał 2026.
Nazwisko, nie ogólniki.
Skoro HR twierdzi, że „nie ma ryzyk”, niech ktoś weźmie za te słowa odpowiedzialność. Żądamy podania nazwiska członka Zarządu, który osobiście odpowiada za to wdrożenie oraz nazwisk osób odpowiedzialnych na poziomie wykonawczym. Chcemy wiedzieć, kto poda się do dymisji, jeśli w styczniu zakład stanie, a „brak ryzyk” okaże się bajką.

Statut organizacji

Statut NSZZ “Solidarność” to dokument, który określa cele, zadania, strukturę organizacyjną oraz sposób działania Związku.W preambule do Statutu czytamy, m.in. że NSZZ “Solidarność” powołany został w wyniku robotniczego protestu i utworzony na podstawie porozumienia zawartego 31 sierpnia 1980 r. w Gdańsku pomiędzy Międzyzakładowym Komitetem Strajkowym a Komisją Rządową. “(…) opierając swoje działania na gruncie etyki chrześcijańskiej i katolickiej nauki społecznej prowadzi działalność w zakresie obrony godności, praw i interesów pracowniczych członków Związku oraz realizacji ich potrzeb materialnych, społecznych i kulturalnych” .

Kontakt z nami

1 + 2 =