W dniu 29 sierpnia, razem z Przewodniczącym Piotrem Śliwą, byłem uczestnikiem spotkania dotyczącego oferty zatrudnienia złożonej przez firmę Koltar pracownikom z branży kolejowej.

Oferta skierowana jest do pracowników posiadających określone umiejętności i uprawnienia. Jednymi z niewielu posiadających je – są pracownicy Kolzap.

Mamy więc do czynienia z klasycznym przypadkiem walki o pracownika. Fakt ten należy uznać za wybitnie korzystny dla pracowników, pod warunkiem, że cały proces będzie przebiegał zgodnie z prawem. Od nadzorowania tego procesu są związki zawodowe, bo zawarły ze swoimi członkami umowę na ten temat, czego dowodem jest składka członkowska.

Związki zawodowe w swoim piśmie (kliknij) zaproponowały Koltarowi swoje warunki.  Nasza propozycja daje pracownikom gwarancję podjęcia pracy na nie gorszych, a nawet lepszych warunkach pracy u pracodawcy, którego głównym udziałowcem jest Grupa Azoty. Można więc powiedzieć, że historia zatacza krąg, a ludzie mogą zyskać bardzo stabilnego pracodawcę.

Niestety, mam niedoparte wrażenie, że sprawy ludzkie i pracownicze, a więc de facto sami pracownicy, stają się pionkami w brudnej rozgrywce. Ostatnio pojawił się w grze pan Piotr Ikonowicz. Człowiek, który występuje często w czerwonej koszuli i nie jest to w jego przypadku pusty symbol. Objawił się jako rycerz i bojownik o prawdę i jedyny obrońca uciemiężonych. Bardzo bym się cieszył, gdyby panu Ikonowiczowi udało się „wystraszyć” od Koltaru lepszą ofertę. Niestety, jest poważna obawa, że przelicytowanie może spowodować, że Koltar zrobi nie jeden, ale 3 kroki w tył. Piszę o tym jasno i wprost, żeby nikt do nikogo nie miał żalu i aby w sposób precyzyjny wskazać osobę odpowiedzialną.

Kto więc zyskuje na podbijaniu bębenka przez pana Ikonowicza? Nie są to pracownicy, bo mogą zostać z przysłowiową ręką w nocniku, czyli mogą pracować u pracodawcy (Kolzap), który ma wypowiedzianą umowę na obsługę bocznicy kolejowej w Puławach. Mogą oczywiście świadczyć pracę w każdym zakątku naszego kraju, ale czy aby o to nam wszystkim chodzi?

Skoro nie korzystają pracownicy, to kto? Na pewno reklamę zyskuje sam Ikonowicz, który, moim zdaniem, dla autokreacji jest w stanie poświęcić wszystko i wszystkich – facet zwyczajnie żyje z tego, że jest o nim głośno.

Kto jeszcze zyskuje na tym, że przejęcie obsługi bocznicy może być zagrożone? Odpowiedz jest prosta i oczywista.

Jak sobie to wszystko człowiek poukłada, to pojawienie się pana Ikonowicza nie wydaje się już ani spontaniczne ani przypadkowe.  Mnie jest zwyczajnie szkoda ludzi.

                                                                                                                                       Sławomir Kamiński

                                                                                                                            Przewodniczący NSZZ Solidarność

                                                                                                                                          Ziemi Puławskiej