Czasem, gdy czytam kolorowe czasopisma, zastanawiam się, co by się stało, gdybyśmy dali je do poczytania ludziom kilkadziesiąt lat temu. Jako współcześni mamy problemy z tym, że Małgorzata Rozenek bardzo chce zostać mamą albo z tym, że Martyna Wojciechowska i Przemysław Kossakowski chcą kupić dom. Tym żyjemy, to nas zaprząta.  A co by się stało, gdybyśmy te gazety dali do poczytania ludziom wywiezionym do Kazachstanu? W czasie, gdy deportowano Polaków na Syberię i do Kazachstanu tylko dlatego, że byli Polakami, ludzie mieli zupełnie inne problemy:

W Kazachstanie nie było drewna na trumny; na Syberii, gdzie drewna nie brakowało, deski na trumny trzeba było kraść. Zachowało się wiele opowieści Polaków o tym, jak musieli błagać miejscowych o konia i wóz, by mogli zabrać ciało zmarłego w głąb stepu lub lasu, żeby tam je pochować, oraz o kilofy, by mogli wykopać grób w zamarzniętej ziemi.(źródło: https://nowahistoria.interia.pl/)

Nie zachęcam do tego, żeby zaprzestać czytania kolorowych pisemek, zachęcam tylko do refleksji nad tym, że potomkowie tamtych ludzi żyją dziś z daleka od kraju zarówno na stepach Kazachstanu, lecz i trochę bliżej, bo za wschodnią granicą. Ale czy mają lub mieli z tego powodu lepiej lub łatwiej? Chyba nie. Zawsze stałem na stanowisku, że powinni mieć możliwość powrotu do ojczyzny. Jeśli nasz rynek pracy jest w stanie przyjąć milion Ukraińców, to tym bardziej milion potomków ludzi deportowanych lub zostawionych na terenach polskich, obecnie za wschodnią granicą. Skoro jednak nie ma woli, żeby Polacy wrócili do siebie, trzeba im pomagać tam, gdzie obecnie – i miejmy nadzieję, że chwilowo – mieszkają. Dlatego z dumą i radością przyjąłem jako przewodniczący NSZZ Solidarność „Ziemia Puławska” propozycję patronatu nad akcją POLACY RODAKOM. W jej ramach można pomagać polskim dzieciom z terenów obecnych Ukrainy i Białorusi. Szczegóły akcji na plakacie.

 

 

 

Sławomir Kamiński – Przewodniczący NSZZ Solidarność “Ziemia Puławska”