Z Piotrem Dudą, przewodniczącym Komisji Krajowej NSZZ ?Solidarność?, rozmawia Maciej Walaszczyk
Nie obawia się Pan, że wrześniowy protest skończy się jak blokada Sejmu w 2012 r. ? wzięła w nim udział garstka związkowców, a Platforma bez przeszkód przegłosowała podwyższenie wieku emerytalnego?

? Zawsze są jakieś obawy, ale wychodzę z założenia, że nie można siedzieć bezczynnie. O to temu rządowi właśnie chodzi, byśmy położyli uszy po sobie i nie robili zupełnie nic. Cofnąłbym się jednak nie tyle do maja ubiegłego roku, ile do marca. Wtedy jako obywatele zebraliśmy 2,5 mln podpisów pod wnioskiem o referendum emerytalne. Podpisała się pod nim nie tylko ?Solidarność?, ale także obywatele. Do tego momentu w kraju był spokój. O referendum właściwie się nie mówiło, choć taka możliwość cały czas obowiązywała. Dziś słowo ?referendum? odmienia się przez wszystkie możliwe przypadki. Mamy referenda lokalne, odwołano władze samorządowe Bytomia, Elbląga, sporo dzieje się w tej sprawie również w Warszawie. Zebrano też podpisy o krajowe referendum w sprawie przymusowego wysyłania 6-latków do szkół. Więc to, co zapoczątkowała ?Solidarność? w ubiegłym roku, zbierając podpisy pod referendum emerytalnym, pokazało społeczeństwu, że można coś zrobić, choć politycy nie chcą się podzielić demokracją bezpośrednią, nie chcą nam oddać wolności. Uważamy, że po zebraniu odpowiedniej liczby podpisów referendum powinno być obligatoryjne. Kropla drąży skałę, dlatego musimy być konsekwentni i to, co będziemy robić we wrześniu, jest tylko kolejnym etapem. Nie można siedzieć i narzekać, że nic się nie da zrobić.
Ale nikt nie zarzuca ?Solidarności? bierności, tylko brak skuteczności.

? Proszę jednak zobaczyć, co działo się wokół Telewizji Trwam, gdy KRRiT nie przyznała jej prawa do nadawania na platformie cyfrowej. To było to samo. Konsekwencja i upór aż do zwycięstwa.
Uważa Pan, że protestując po fakcie, a więc po wejściu w życie reformy emerytalnej i podpisaniu przez prezydenta ustawy o elastycznym czasie pracy i wydłużeniu okresu rozliczeniowego, można zawrócić kijem Wisłę? Dlaczego nie protestujecie wcześniej?

? Te ustawy przyjął Sejm, a więc reprezentacja obywateli tego kraju. Nie ma takich rzeczy, których nie można byłoby odkręcić. Z zapowiedzi partii opozycyjnych, przede wszystkim PiS, mamy zapewnienie, że gdy dojdą do władzy, określą wiek emerytalny na tym poziomie co poprzednio, a więc kobiety 60 i mężczyźni 65 lat z dobrowolnością dłuższej pracy. Dla nas jest to znak, że można coś w tej sprawie zrobić, choć są to deklaracje polityków. Nie mamy jednak innego wyjścia, bo każdą ustawę można zmienić, tylko władza, która to zrobi, musi mieć przekonanie, że pracownik jest podmiotem, a nie przedmiotem.
Na jak dużą mobilizację społeczną liczy Pan we wrześniu, jakie są możliwości związku?

? Protesty mają wymiar ponadpracowniczy. Główny postulat: ?Więcej wolności dla Polaków?, dotyczy zmiany Konstytucji w obszarze referendum krajowego, tak by były one obligatoryjne. Drugim hasłem tego protestu jest ?Dość lekceważenia społeczeństwa!?. Kto czuje się lekceważony przez ekipę rządową, nie tylko w sprawach pracowniczych, powinien w tych dniach, a szczególnie 14 września, w sobotę, być w Warszawie. Spotkania, które odbywam na terenie Polski z mieszkańcami, a także nasze wewnętrzne referenda związkowe pokazują, że ten rząd po 6 latach swojego funkcjonowania bardzo wielu naszych rodaków zlekceważył. Nie mam więc żadnych obaw, że w Warszawie w tych dniach pojawią się setki tysięcy ludzi. Szczególnie w sobotę, 14 września.
Arogancja to jeden ze znaków rozpoznawczych ekipy rządzącej. Kiedy 3 lata temu został Pan szefem ?Solidarności?, odebrano to jako chęć otwarcia na współpracę, rozmowy, trochę w opozycji do Janusza Śniadka.

? Cieszę się, że Pan to zauważył. Chciałem prowadzić dialog i niektórzy nawet próbowali mnie oskarżać, że jestem człowiekiem Platformy w związku. Ja mam być tylko i wyłącznie skutecznym przewodniczącym załatwiającym sprawy pracownicze. Tymczasem z tym rządem rozmawiać się nie da, bo on lekceważy społeczeństwo i związki zawodowe. Reprezentuję 700 tys. członków związku. Jeśli premier lekceważy mnie, to lekceważy również te 700 tys. ludzi, których reprezentuję. Nie pogniewałem się na premiera, gdy zlekceważono mnie podczas debaty referendalnej w Sejmie. Jest mi to obojętne. Mogę być codziennie obrażany, jeśli tylko w sprawach pracowniczych będzie można dojść do porozumienia. Muszę mieć grubą skórę i prowadzić trudne negocjacje. Koalicja PO ? PSL i rząd Tuska traktują nas jednak przedmiotowo, tak jakbyśmy nie byli dla nich żadnym partnerem. Oni wiedzą, co jest dla ludzi lepsze, gdy mają uchwalać kolejne ustawy. Najbardziej śmieszy mnie, gdy premier, minister Kosiniak-Kamysz czy prezydent Komorowski mówią, że rozwiązania dotyczące elastycznego czasu pracy są dobre dla pracowników. Gdy z ust liberała słyszę takie opinie, jest to dla mnie największa hipokryzja.

Rząd stara się cały czas prowadzić ?dialog obywatelski?, który jest zupełnie wirtualny. Podobnie wyglądają relacje ze związkami zawodowymi, rząd mówi, że od dialogu jest Komisja Trójstronna.
Komisja jest fikcją?

? To zdecydowanie instytucja fasadowa, która nic nie wnosi do dialogu społecznego. Strona rządowa przychodzi na Komisję Trójstronną i informuje nas, co robi, i jest wspierana przez stronę pracodawców. My jesteśmy całkowicie osamotnieni. Negocjacje muszą polegać jednak na tym, że wszystkie strony odchodzą od stołu negocjacyjnego zadowolone. Odchodząc z Komisji, nikt na tym nie traci, ponieważ od dawna wiemy o cichym porozumieniu rządu z pracodawcami, który wprowadza rozwiązania liberalne. Chciałbym jednak przypomnieć, iż w naszej Konstytucji zapisano, że w naszym kraju jest społeczna gospodarka rynkowa oparta m.in. na dialogu i współpracy partnerów społecznych, a nie XIX-wieczny kapitalizm.
Co ze strajkiem generalnym, o którym głośno od kilku miesięcy? Swego rodzaju próbę przeprowadzili Państwo na Śląsku. Czy jest możliwy w całej Polsce?

? To jest ostateczna broń związków zawodowych, które reprezentują pracowników. W Polsce mamy utrudnioną formułę strajku generalnego z jednego powodu ? w ustawie o związkach ktoś kiedyś zapisał, że nie możemy wchodzić w spór zbiorowy, prowadzić rokowań i organizować strajków przeciw rządowi. Przeprowadzony na Śląsku w marcu br. strajk generalny miał za podstawę tzw. akcję solidarnościową z organizacją zakładową, która strajku prowadzić nie mogła. Dopisaliśmy do niego również swoje, ogólnokrajowe i regionalne postulaty. Jeśli jednak zostaniemy zmuszeni do przeprowadzenia strajku generalnego, to go przeprowadzimy. Widzę, jak ludzie są zdeterminowani. Na razie myślimy jednak tylko o protestach zaplanowanych od 11 do 14 września. Potem zrobimy analizę tego, co się stało, co dalej, jak do naszych protestów ustosunkowuje się rząd. W międzyczasie może się przecież wiele wydarzyć, choć nie sądzę, by było to coś pozytywnego. Szykujemy się na długą walkę, a nie tylko cztery dni protestu. W grę wchodzą tygodnie, a może i całe miesiące. Musimy wziąć się do roboty, a nie tylko narzekać, tak jak robią to ludzie na różnego rodzaju forach internetowych, które obserwuję. Są wściekli na rząd, piszą: wyjdźmy na ulicę, zorganizujmy się, ale w rzeczywistości ograniczają się tylko do tego rodzaju lamentów. Trzeba więc ludzi zmobilizować.
Sądzi Pan, że organizacja tego protestu może przynieść efekt kuli śniegowej, która zmobilizuje ludzi do działania?

? Najlepszym tego przykładem była młodzież, która protestowała przeciw ACTA. Skrzyknęli się, zorganizowali, protestowali przez kolejne dni i tygodnie w różnych miastach tak długo, aż rząd ugiął się pod ich presją i wycofał z forsowania w Polsce jej zapisów. Dlatego rządzący liczą na to, że będziemy biernie siedzieć w domu. W tej chwili nawet propozycje zmiany ordynacji wyborczej, mające umożliwić głosowanie przez internet, są celowym zabiegiem, żeby ludzie nawet nie wychodzili z domów i najwyżej tylko raz na cztery lata na nich zagłosowali jak przysłowiowe ? mówiąc brutalnie ? ?bydło wyborcze?, a potem niczym się nie interesowali. Co więcej, z jednej strony nawołuje się ludzi do uczestnictwa w wyborach, a z drugiej strony premier i prezydent nawołują do nieuczestniczenia w referendum w Warszawie.
Oni chyba w ten sam sposób traktują członków własnej partii. Podczas wyborów przewodniczącego PO umożliwiono im głosowanie listowne, a jednocześnie szykanowano kontrkandydata.

? Dokładnie tak. Nie wyobrażam sobie korespondencyjnych wyborów na przewodniczącego związku. Nic nie zastąpi bezpośredniego kontaktu z ludźmi, wiem to z własnego doświadczenia, gdy tymczasem PO chciałaby żyć w świecie wirtualnym, w którym nie jesteśmy im do niczego potrzebni. To jest ich sposób na rządzenie.
?Solidarność? w ciągu ostatnich 23 lat wielokrotnie protestowała, tak było za rządów SLD ? PSL w połowie lat 90., w czasach AWS, gdy ?Solidarność? współrządziła, czy gdy rządził Leszek Miller. Jak na tle rządów, które dokonywały tzw. złodziejskiej prywatyzacji, likwidowały stocznie i kopalnie, ocenia Pan rząd Tuska?

? Krótko? Najgorszy był rząd Jana Krzysztofa Bieleckiego i ten, który jest jego kontynuacją. Nie ma gorszych rządów, bo gorzej być już nie może. W 1994 r., o tym niewielu już pamięta, gdy rządzili postkomuniści, właśnie dzięki strajkom na Śląsku uzyskaliśmy prawo do wspólnego rozliczania się małżonków. Co więcej, nie było łatwo również za rządów PiS, Samoobrony i LPR. Wbrew pozorom nie było nam łatwo, ale wtedy jeszcze z nami rozmawiano.

Podnosi Pan dziś postulat polityczny usprawnienia instytucji referendum. Czy tak ? jak sugeruje np. Jerzy Borowczak, dziś poseł PO ? ?Solidarność? będzie chciała wejść do polityki, by mieć swoją reprezentację w Sejmie, czy pozostanie związkiem?

? Dopóki Piotr Duda będzie przewodniczącym, ?Solidarność? pozostanie związkiem zawodowym, w politykę się nie zaangażuje i nikt dzięki niemu kariery politycznej nie zrobi. Powrotu do koncepcji AWS nie ma. Chcemy więcej wolności dla Polaków, a więc zmiany instytucji referendum, bo uważamy, że Naród musi mieć większą możliwość wypowiadania się. W tym chcemy mu pomóc. Od czasów AWS ustaliliśmy, że jeśli ktoś będzie chciał kandydować w wyborach do parlamentu, musi zrezygnować ze wszystkich funkcji związkowych. Ale cieszymy się, gdy posłami stają się ludzie, którzy znają i rozumieją problemy pracownicze.
Borowczak uważa jednak, że wrześniowa akcja to gra polityczna na obalenie rządu, nie związkowa. Sugeruje, że chcecie się ?ewakuować do polityki?, podobno za strajk płacicie dniówkę ok. 150-200 złotych.

? Mam nadzieję, że poseł Borowczak będzie miał na tyle odwagi, że zrzeknie się immunitetu, bo w tej sprawie skierujemy sprawę do sądu. I na tym komentarz można by zakończyć. Ale odniosę się jeszcze do tej tzw. ewakuacji politycznej, bo śmiać mi się chce, gdy takie zarzuty stawia człowiek, który na plecach związkowców wszedł do polityki i teraz głosuje za antypracowniczymi ustawami. Powinien się w końcu zdecydować, czy jego szefem jest Piotr Duda, czy Donald Tusk, bo dalsze głosowanie przeciwko pracownikom nie licuje z postawą członka ?Solidarności? i jego macierzysta organizacja może go po prostu wyrzucić ze związku.
Dziękuję za rozmowę.

Źródło. Nasz Dziennik