Na ostatnim Walnym Nadzwyczajnym Zebraniu NSZZ przy ZAP byłem zaproszonym gościem, dzięki temu mogłem spokojnie śledzić przebieg wydarzeń. Dla wnikliwego obserwatora była to prawdziwa gratka.
Sala podzieliła się na trzy części: pierwsza to ludzie, którzy uważają, że Tajny i Świadomy Współpracownik WSW, który zataił ten fakt, (czyli pospolicie kłamał) nie powinien pełnić funkcji szefa związku, druga, składająca się z bardzo agresywnych członów nieboszczki PZPR oraz panów w brązowych butach (określenie to wywodzi się od faktu, że pracownicy WSW i WSI mieli takie sorty mundurowe), którzy za wszelką cenę bronią układu okrągłego koryta oraz trzecia grupa, która nie wiedziała, po której stronie stanąć.
Jedno jest pewne – maski opadły, takiego pokazu agresji i arogancji ze strony funkcjonariuszy nie widziałem dawno. Użyli całego wachlarza zachowań: od sugerowania komuś choroby psychicznej do rozrywających serce teatralnych deklaracji o tym, jak to są i byli bojownikami o prawdę i „Solidarność”. Mnie najbardziej oburzył TW „Tatry”, który przedstawiał się jako represjonowany przez system komunistyczny wojownik o prawdę. Lekko wyhamował, gdy przypomniałem mu, jaki był jego ustalony sposób umawiania się na rozmowy z oficerem prowadzącym, jakie kwoty kwitował i w jakich okolicznościach zakończyła się jego przygoda ze służbami.
Panowie w brązowych butach przygotowali się profesjonalnie do boju, najgorzej wypadł sam zainteresowany, który nie potrafił nawet przeczytać przygotowanego mu tekstu (sugeruję, żeby tekst nie zawierał tak dużej ilości trudnych słów).
Pozwolę sobie przytoczyć pewien smaczek. Gdy wypłynęła sprawa Andrzeja Jacyny, zapewniał on, że na nikogo nie donosił, no bo – jak twierdził – co mógł donosić? Że ktoś komuś bechatkę (kurtka wojskowa) podp… albo, że ktoś nie oglądał dziennika? Moim zdaniem to oczywisty dowód na to, że tego właśnie dotyczyły jego donosy. Ten, kto był w wojsku wie, że kradzież była tam bardzo powszechna i niemal sankcjonowana, ale jeśli pojawił się donos, sprawa nabierała oficjalnego trybu i trzeba było coś z tym zrobić, a wtedy do akcji wchodziło WSW i żarty się kończyły. Być może taki człowiek, jako ofiara donosu i szantażu stał się TW i „sprzedał” pół jednostki? Podobnie zachowała się jedna z delegatek, gdy roniąc łzy współczucia nad Andrzejem Jacyną, stwierdziła: „kierownik przynosił mi różne kwity do podpisania, a skąd ja mogę wiedzieć, co ja podpisałam”. Każdy może sam sobie odpowiedzieć na pytanie, czy i co ta pani mogła „nieświadomie” podpisać. Jedno jest pewne: ci, którzy nie podpisywali i pokazali komuchom gest Kozakiewicza, kończyli z wilczym biletem w pracy.
W tej historii nie ma przypadków, tak jak nie jest przypadkiem, że jeden z głównych obrońców TW jest blisko skoligacony z uczestnikiem jednej z bardziej spektakularnych afer korupcyjnych.
Delegaci nie będą mieli łatwego zadania 9 czerwca na Walnym Zebraniu NSZZ. Zjednoczone siły PZPR i WSW (WSI i SB) będą działać fachowo i bezwzględnie. Jeśli znam życie, to scenariusz będzie następujący: pojawi się jakieś zagrożenie dla pracowników ZAP, z którego tylko i wyłącznie niezastąpiony i sprawdzony TW będzie mógł ich wyciągnąć.
Jeśli sprawdzi się to, co napisałam powyżej, to będzie koronny dowód na to, że to panowie w brązowych butach realnie sprawowali i sprawują władzę, a my jesteśmy tylko ich marionetkami. Czy tak musi być? Moim zdaniem nie! Wystarczy zachować się przyzwoicie.
NSZZ „Solidarność” powinna, może, a wręcz musi być znowu najważniejszym i najskuteczniejszym związkiem zawodowym, który samodzielnie (!) potrafi skutecznie bronić praw i interesów związkowców (!), a nie kolesi i aferałów. Obecny stan, do jakiego doprowadziła ją agentura, uwłacza pamięci tych, którzy poświęcili dla NSZZ życie i zdrowie.

Sławomir Kamiński