O co najmniej 50 zł może wzrosnąć minimalne wynagrodzenie od początku przyszłego roku. – Nasze rozwiązanie umożliwi wzrost pensji o ok. 25 proc. – zapowiada Adam Abramowicz, poseł PiS Płaca minimalna w wysokości 2049 zł brutto i stawka godzinowa co najmniej 13,30 zł brutto – tyle od przyszłego roku może wynosić najniższa pensja. Tak przynajmniej wynika z rządowych prognoz makroekonomicznych oraz przepisów ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę, które zakładają jej automatyczny wzrost. Niewykluczone, że podwyżki będą jeszcze większe. Oficjalne szacunki rząd powinien przedstawić do 10 maja. reklama – Kwoty te będą stanowić punkt odniesienia w negocjacjach wysokości płacy minimalnej pomiędzy organizacjami pracodawców a związkami zawodowymi w ramach Rady Dialogu Społecznego – informuje Łukasz Kozłowski, ekspert Pracodawców RP. 3750 złotych wynosiłyby zarobki osoby, która dzisiaj zarabia 3000 zł, po wprowadzeniu zmian Z początkiem 2017 r. minimalna pensja wzrosła o 150 zł. Obecnie wynosi ona 2000 zł brutto, a stawka godzinowa – 13 zł brutto. NBP prognozuje inflację na poziomie 2,3 proc. Dlatego zapowiadana podwyżka w wysokości 50 z, wystarczyłaby na zrównoważenie wzrostu cen. – Natomiast, jeśli informujemy, że w przyszłym roku płaca minimalna wzrośnie, to pracodawcy już teraz będą się do tego przygotowywać. Podwyżki dla pracowników zrównoważą sobie wyższą marżą, większą wydajnością lub wyższymi cenami. To również może prowadzić do wzrostu inflacji – wyjaśnia dr Mariusz Kicia z Wydziału Ekonomicznego UMCS. Ambitny plan podwyższenia płac wszystkim pracownikom ujawnił w ubiegłym tygodniu Adam Abramowicz, poseł PiS z Białej Podlaskiej.

 Projekt Parlamentarnego Zespołu na rzecz Wspierania Przedsiębiorczości zakłada m.in. obniżenie składek dla pracowników, co miałoby skutkować wzrostem pensji o ok. 25 proc. 2049 złotych brutto może od przyszłego roku wynosić płaca minimalna. Obecnie jest to 2000 zł brutto – Poprzez obniżenie składek i wzrost pensji chcemy zatrzymać emigrację i dać impuls do pracy. W ten sposób chcemy też rozpocząć dyskusję nad zmianami w systemie podatkowym. Liczymy, że nasze rozwiązanie zostanie wzięte przez rząd pod uwagę – mówi Abramowicz. Dodaje, że odpowiedni projekt zmian jest już gotowy. Jednak rząd zdystansował się od tej propozycji. Jego rzeczniczka, Beata Mazurek, powiedziała w środę, że ani rząd, ani klub parlamentarny, ani PiS nie pracują nad zmianami w podatkach. Wątpliwości ekonomistów budzi zakładana w projekcie propozycja wprowadzenia podatku obrotowego dla firm. To właśnie pieniędzmi przedsiębiorców posłowie chcieliby zbilansować budżet. – Pracodawcy bardzo szybko znaleźliby sposób, żeby wyrównać sobie ko-szty nowej daniny. Podnieśliby ceny, co spowodowałoby wzrost inflacji. Gospodarka to układ naczyń połączonych. Wszyscy ponieślibyśmy koszty tej zmiany – tłumaczy Mariusz Kicia.

Źródło. Kurier Lubelski.