Jeszcze konsolidacja, czy już „Konkurencja”?

Podobno Grupę Azoty utworzono po to, aby uniemożliwić rosyjskiej firmie Akron przejęcie polskich firm produkujących nawozy azotowe. Podobno, bo twardych dowodów trudno się doszukać. Grupa Azoty S.A. została utworzona na bazie Zakładów Azotowych w Tarnowie-Mościcach. Utworzono Grupę Kapitałową, w skład której wchodzą między innymi spółki-córki: Zakłady Azotowe „Puławy”, Zakłady Chemiczne „Police”, Zakłady Azotowe Kędzierzyn, ATT Polymers GmbH, Kopalnie i Zakłady Chemiczne Siarki „Siarkopol”, Koltar, Polskie Konsorcjum Chemiczne, Jednostka Ratownictwa Chemicznego, Automatyka i PROReM. Jednak konflikt, który w Puławach doprowadził do pogotowia strajkowego rozgrywa się wyłącznie między „Puławami” i „Tarnowem”. Co ciekawe, głos zabierają tylko związkowcy z „Puław”.

Po udanym debiucie giełdowymw2008r, Zakłady Azotowe w Tarnowie-Mościcach przystąpiły do procesów akwizycyjnych i konsolidacyjnych budujących grupę kapitałową w obszarze Wielkiej Syntezy Chemicznej. W 2010 roku Zakłady Azotowe w Tarnowie-Mościcach na-byty większościowy pakiet (52, 5 proc.) akcji Zakładów Azotowych Kędzierzyn. Nabycie kolejnych 41 proc. akcji miało miejsce w 2011 i pozwoliło na rozpoczęcie procesu konsolidacji obu przedsiębiorstw. W sierpniu 2011 spółka nabyła także 66 proc. akcji Zakładów Chemicznych Police tworząc wspólnie największą Grupę Chemiczną w kraju. W maju 2012 r rosyjska firma Acron ogłosiła wezwanie na akcje Grupy(do 66% akcji). Wezwanie to zbiegło się w czasie z wezwaniem Synthosu na Zakłady Azotowe Puławy. W związku z zaistniałą sytuacja Zarząd Grupy, przy biernej postawie Zarządu Puław w obronie Grupy przed wrogim przejęciem złożył kontr-wezwanie na akcje Puław tworząc jedną z największych firm chemicznych w Europie.. Spółka zmieniła nazwę w kwietniu 2013. Przedstawi-ciele branży chemicznej w nieoficjalnych rozmowach przekonują, że na przeszkodzie integracji zakładów azotowych stały zawsze zbyt wysokie ambicje zarządów poszczególnych firm. Od kiedy Tarnów, jako najmniejsza z głównych spółek wchodzących w skład Grupy Azoty, przejęła znacznie większe Puławy, nie ustają spory na temat tego, która z firm powinna w grupie grać pierwsze skrzypce. W efekcie wiele pomysłów spełzło na niczym.

Zarząd Grupy Azoty ma problem. Widmo strajku w największym zakładzie i spółki z pewnością nie jest niczym dobrym. Jednak uniknąć eskalacji konfliktu może nie być łatwo. Gdzie jest jego geneza? Aby to wyjaśnić, trzeba się cofnąć do początków Grupy Azoty. O ile łączenie w jeden podmiot zakładów w Tarnowie, Kędzierzynie i Policach szło w miarę bezkonfliktowo, to inaczej było w przypadku przejmowania przez Grupę Azoty zakładów w Puławach.

Punktem zapalnym był sam fakt przejęcia. Już w 2012 połączenie obu spółek budziło w Puławach dość mocny sprzeciw. Pracownikom spółki nie podobał się fakt, że są przejmowani przez mniejszą firmę, wskazywali na silne polityczne zaplecze fuzji. W części zarzuty te były usprawiedliwione. Być może Tarnów nie przejąłby Puław, gdyby zwolennikiem fuzji nie był ówczesny minister skarbu Aleksander Grad, który był przecież posłem z okręgu tarnowskiego.

Jednak Puławy otrzymały dość duże prawa. Przejmowaniu, czy też połączeniu jak twierdzi część zainteresowanych, towarzyszyło bowiem podpisanie w 2012 r. tzw. umowy konsolidacyjnej.

Czym dokładnie był ten dokument? Mówił on o zasadach połączenia ówczesnych Azotów Tarnów oraz ZA Puławy w ramach jednej Grupy Kapitałowej. Oprócz ogólnych zapisów dotyczących poprawy wyników firmy, oszczędności itp. w umowie zapisano, iż konsolidacja będzie ko-ordynowana przez wspólnie powołany w tym celu Komitet składający się w równej liczbie z przedstawicieli stron umowy, l tu padają zarzuty związkowców, że tak się nie dzieje.

Dlaczego właśnie teraz dochodzi do za ognienia sytuacji? Z pewnością dużą w tym rolę odgrywają personalia. Choć Grupa Azoty to w znacznym stopniu „dziecko” Jerzego Marciniaka (ówczesnego prezesa Tarnowa), po zmianie Ministra Skarbu, którym został Włodzimierz Karpiński na stanowisko prezesa tarnowskiej grupy powołany został Paweł Jarczewski. Spotkało się to z przychylną oceną pracowników Puław, ale trudno się temu dziwić, skoro Jarczewski w momencie powstawania Grupy Azoty był szefem puławskiej firmy. Można więc rzec, że Puławy miały swojego przedstawiciela, a raczej przedstawicieli, ponieważ w zarządzie Grupy Azoty zasiadali również M. Rybak i M. Kapłucha w zarządzie Grupy Azoty, (w spółce pojawiły się także inne osoby z Puławom min Dyrektor Korporacyjny Handlu Nawozami Pan Kamola). Nic więc dziwnego, że choć zdarzały się napięcia, to jednak raczej był w spółce spokój.

Po wyborach w2015roku doszło do zmiany szefa największej polskiej firmy chemicznej. Jarczewskiego zastąpił niezwiązany wcześniej z przemysłem chemiczny Mariusz Bober. Choć związkowcy podchodzili do niego z rezerwą, to dobrze ocenili jego decyzję personalną dotyczącą szefa Puław. Bober połączył to stanowisko swoistą unią personalną z szefowaniem całej Grupie. – Ze względów taktycznych było to świetne zagranie. Podkreślało znaczenie Puław, a zarazem uspakajało związki – przyznaje nam jeden z działaczy. Tyle, że w grudniu 2016 roku Bober przestał szefować Grupie Azoty. Zastąpił go Wojciech Wardacki, który połączył sprawowanie funkcji prezesa całej Grupy z szefowaniem spółce w Policach. Nic więc dziwnego, że właśnie teraz działacze z Puław zaczęli podnosić kwestię umowy konsolidacyjnej. Co gorsza, ramię w ramię stoją dwa największe związki zawodowe w spółce – Solidarność i Związek Zawodowy Pracowników Ruchu Ciągłego? Komunikat w tej sprawie wydało kierownictwo Puław. Deklaruje ono gotowość do rozmów ze związkami na temat wszystkich postulatów, a także podjęcie wszelkich działań mających zapewnić spokój społeczny w spółce. Jednak o porozumienie może nie być łatwo. Jednym z postulatów działaczy jest, bowiem odwołanie z zarządu spółki Krzysztofa Homendy, nie chcą jednak ujawniać konkretnych zarzutów wobec niego. Zgoda na to byłaby wizerunkową porażką  szefów firmy.

Czas pokaże, czy do tego dojdzie. Być może kierownictwo spółki wstrzyma się z decyzjami do zakończenia referendum strajkowego. Jeśli załoga poprze związkowców, może to oznaczać, że ustępstwo może być konieczne. Jeśli nie, wówczas zarząd może się okopać na swoich pozycjach.

Politycy lubią nazywać Grupę Azoty polskim czempionem narodowym, wskazując na imponującą skalę działalności chemicznej grupy. Jednak od 2013 r. kolejnym zarządom firmy z trudem udaje się skonsolidować zakłady rozsiane po całym kraju. Na przeszkodzie stają silne w każdej z fabryk związki zawodowe, a także ambicje menedżerów zależnych spółek i lokalnych polityków. Obecny zarząd wydaje się być zdeterminowany, by proces konsolidacji zakończyć, i ma już pierwsze sukcesy. Związkowcy studzą jednak entuzjazm i zapowiadają, że nie zgodzą się na wszystkie propozycje. – Konsolidacja grupy jest na ukończeniu – przekonuje Wojciech Wardacki, prezes Grupy Azoty i jednocześnie szef zależnych Polic. –Grupa jak dotąd nie miała ani wspólnej platformy zakupowej, ani jednolitego regulaminu zakupów. Platformę już uruchomiliśmy, regulamin wdrażamy. To rodzi konkretne oszczędności – podkreśla. – Wiemy jednak, że pewne obszary są dla nas wyzwaniem. Dlatego planujemy wyjazdowe posiedzenia zarządów i rad nadzorczych w spółkach zależnych, na których będziemy omawiać zasadnicze kwestie.

Zarządowi udało się także przeforsować to, co od lat budziło wiele kontrowersji w zależnych Puławach – ujednolicić logo grupy. Puławy, choć wchodzą w skład Grupy Azoty od 2013 r., jak dotąd posługiwały się odrębnym znakiem graficznym, o co mocno walczyli puławscy związkowcy. Zmieniło się to dopiero w ostatnich miesiącach.

Nadal jednak są punkty zapalne, takie jak utworzenie wspólnego pionu handlowego. To, co dla zarządu chemicznej grupy jest optymalizacją kosztów, szukaniem synergii i budowaniem wspólnej marki, dla pracowników zależnych spółek jest osłabianiem lokalnego potencjału i wzmacnianiem słabszych zakładów kosztem silniejszych. -Zarząd Azotów chciał iść na skróty i wprowadzić odgórnie pewne decyzje. Jednak zostały one wstrzymane. Na to, żeby o polityce handlowej zależnych firm decydował dyrektor w tarnowskiej centrali, naszej zgody nie ma i nie będzie – mówi nam Sławomir Wręga, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Ruchu Ciągłego w Puławach.

Analitycy zaś zwracają uwagę, że Azoty zamiast zrestrukturyzować zatrudnienie w procesie konsolidacji, zwiększyły je.

Wydawało się, że opowieści o wywiezionych na taczkach prezesach państwowych spółek przeszły już do historii. Tymczasem związkowcy z Grupy Azoty Puławy zwrócili się do władz firmy o zwrot taczki komitetu strajkowego, skradzionej ich zdaniem w 2012 r. przez ówczesny zarząd. „W zaistniałej sytuacji taczka jest nam niezbędna do prowadzonej działalności związkowej” – napisali w oficjalnym piśmie. To pokazuje, że związkowcy łatwo samodzielności swoich zakładów nie oddadzą.

 Przedstawiciela branży chemicznej w nieoficjalnych rozmowach przekonują, że na przeszkodzie integracji zakładów azo­towych stały zawsze zbyt wysokie ambi­cje zarządów poszczególnych firm. Od kiedy Tarnów, jako najmniejsza z głównych spółek wchodzących w skład Grupy Azo­ty, przejęła znacznie większe Puławy, nie ustają spory na temat tego, która z firm powinna w grupie grać pierwsze skrzyp­ce. W efekcie wiele pomysłów spełzło na niczym.

Nie udało się na przykład scentralizować niektórych segmentów działalności, cze­go spodziewali się analitycy. – Grupa Azoty powstała z podmiotów, któ­re wcześniej ze sobą konkurowały. Siłą rzeczy część stanowisk po połączeniu musiała się dublować i oczekiwaliśmy pew­nej restrukturyzacji zatrudnienia. Tymcza­sem Grupa jest większa, niż była w 2013 r. Dziś zatrudnia około 14 tyś. osób, czyli tyle samo, co konkurent Yara w 60 krajach, choć Azoty mają pięciokrotnie mniejszą skalę biznesu – zauważa Krystian Brymo­ra, analityk DM BDM. – Widać więc, gdzie jest jeszcze sporo do zrobienia, tym bar­dziej, że przyrost zatrudnienia w okresie konsolidacji obserwowany był głównie na stanowiskach „nierobotniczych”. Prywatne firmy działają zupełnie inaczej – dodaje^ analityk.

Wskazuje też, że roczne koszty wyna­grodzeń i świadczeń pracowniczych w Azo­tach sięgają już ponad 1, 3 mld zł i stano­wią ponad 15 proc. ogółu wydatków. – W prywatnym Synthosie i PCC Rokita ten udział sięga 6-10 proc. ogółu kosztów -kwituje Brymora.

W ciągu ostatnich lat udało się jednak przeprowadzić kilka ważnych procesów.

 -Dwie istotne kwestie: wspólne zarządza nie surowcami, w tym wspólne negocjacje zakupu gazu od Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, a także wdrożenie wspólnej platformy zakupowej zostały już zrobione- podkreśla Dominik Niszcz, analityk DM Raiffeisen. Zaznacza jednocześnie, że Azoty są skomplikowaną grupą kapitałową. – Powstały na bazie spółek produkujących podobne wyroby i mających odrębne związki zawodowe. W najbliższych latach nie przewiduję już większych oszczędności wynikających z konsolidacji grupy. Jak w każdej dużej korporacji rozważane są zapewne projekty centrów usług wspólnych, które obsługiwałyby wszystkie spółki z grupy w obszarach księgowości czy IT. Trudno z zewnątrz ocenić, jakie konkretnie działania mogą być jeszcze w tym kierunku podjęte – twierdzi Niszcz.

Wiadomo już jednak, że takie pomysły, jak utworzenie wspólnego pionu handlowego nie podobają się lokalnym związkowcom – od Kędzierzyna, przez Puławy, aż do Polic. – Nie widzimy sensu dokonywania tak głębokich zmian. Jeśli zarząd spółki zależnej jest odpowiedzialny za zysk firmy, to nie może być pozbawiony wpływu na jego przychody – argumentuje Sławomir Wręga.

Zarząd Azotów wskazuje natomiast na korzyści wynikające z ujednolicenia procesów. Samo utworzenie wspólnej platformy zakupowej skutkowało oszczędnościami liczonymi w skali roku w milionach złotych. – Różnice w zakupach są zaskakujące. Oferenci proponują nam ceny nawet o 50 proc. niższe niż w poprzednich latach – podkreśla Wardacki. Związkowcy Zakładów Azotowych „Puławy” grożą, że zatrzymają pracę firmy, jeśli dojdzie do przejęcia działającego w „Puławach” pionu handlowego, a także działu audytu. Według planów Grupy Azoty, te działy mają zostać wcielone do centrali grupy w Tarnowie.

– Pion handlowy to ludzie, którzy sprzedają towar wyprodukowany przez zakłady w Puławach i odpowiadają za ich wyniki finansowe. A te są najlepsze w całej grupie – tłumaczy Sławomir Kamiński z NSZZ „Solidarność”.

W tej sprawie nie chodzi jednak wyłącznie o ok. 50 pracowników tych działów, ale o postępujące osłabianie „Puław” w całej grupie. Lubelska firma znaczy coraz mniej w chemicznym gigancie. Nie ma swojego przedstawiciela w zarządzie grupy, a miliardy złotych są kierowane na inne, mniejsze zakłady w grupie. – Stanowczo sprzeciwiamy się planom niszczenia Zakładów Azotowych – stawiają jasno sprawę związkowcy w wydanym stanowisku.

Do tej pory interwencje nie przyniosły efektu. Lokalni posłowie PiS szukają wsparcia w rządzie, m.in. Gabriela Masłowska rozmawiała z ministrem w kancelarii premiera Henrykiem Ko-walczykiem i prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim. Przedstawiliśmy sytuację. Wyjaśniliśmy, że jest szkodliwa biznesowe i społecznie. Wierzę, że wszystko skończy się dobrze informuje posłanka Masłowska.

O sytuacji wie też premier i wicepremier Morawiecki, ale żadne decyzje jeszcze nie zapadły. – (Wicepremier nie do końca był poinformowany o tych pomysłach Grupy Azoty – dodaje Kamiński).

-Decyzje są potrzebne szybko, bo jesteśmy gotowi w strajk włączyć związki z Bogdanki, jak i zdobyć poparcie załogi PZL Świdnik – snuje czarny scenariusz jeden z lokalnych polityków PiS. Lokalni politycy PiS nie chcą tego przyznać otwarcie, ale popierają możliwy strajk w ZA „Puławy”. – Nie ma innej drogi – słyszymy w PiS. Wiosną został anulowany projekt budowy elektrowni gazowej w Pu-ławach. Związki zawodowe przyjęły to z zadowoleniem, bo inwestycja za 1, 1 mld zł oznaczała też automatyzację produkcji prądu i mniej miejsc pracy. W zamian za elektrownię gazową, są obietnice budowy elektrowni węglowej. Ale na razie bez konkretów.

Tymczasem na drugim końcu Polski Zakłady Chemiczne „Police” ogłosiły plany swojej rozbudowy za 5 mld zł. To kolejny już znak osłabiania „Puław” w Grupie Azoty, a wspierania innych firm jak „Police” (też należą do GA).

Utrata pionu handlowego, to utrata wpływu na wynik finansowy firmy. Na to, komu sprzedajemy nasze produkty i za ile. A jeśli nie będziemy tego mieli, zysk może zostać wyprowadzony poza zakłady, co oznaczałoby koniec sponsoringu puławskiego sportu, wsparcia dla budowy hali brak pieniędzy na podwyżki dla załogi itd. wymienia Sławomir Kamiński z NSZZ

„Solidarność”, którego zdaniem możliwość ogłoszenia strajku generalnego na terenie Zakładów Azotowych jest realna. – Mamy poparcie całej załogi i wiemy, o co walczymy. To jest tak naprawdę nasze być albo nie być – podkreśla.

Podobnego zdania jest przewodniczący Komisji Międzyzakładowej NSZZ „Solidarność” w Grupie Azoty Puławy, Piotr Śliwa, który przewiduje kolejne kroki uderzające w puławską spółkę.

-, Jeśli teraz zgodzimy się na wydzielenie pionu handlowego i audytu, oni mogą posunąć się dalej i zabrać nam np. kontroling lub inne usługi. Uważam, że działania, które podejmujemy, łącznie z groźbą uruchomienia pogotowia strajkowego, są słuszne – mówi związkowiec. Do strajku gotowych jest około 3, 5 tyś. pracowników. W pierwszych dniach listopada przedstawiciele związków zawodowych w puławskich Azotach spotkali się z zarządem. Rozmowy dotyczyły planów konsolidacji działu handlowego i audytu, co we wszystkich spółkach stara się wprowadzić Grupa Azoty. Pracownicy twierdzą, że nie było to dobre spotkanie.

– Właściwie wiemy dokładnie to samo, co  wiedzieliśmy przed tym spotkaniem. Nic więcej.

Tłumaczono nam, że połączenie handlu może być korzystne dla całej grupy, a Puławy same nie poradzą sobie z niektó­rymi wyzwaniami, jak import nawozów ze wschodu. Nas to nie przekonuje, nastawie­nie załogi do proponowanych zmian jest negatywne – mówi Piotr Śliwa, przewodni­czący Komisji Międzyzakładowej NSZZ „Solidarność” w Zakładach Azotowych.

Teraz, recenzentem nowych regulacji, które w skrócie mają odebrać kontrolę ZA nad całym działem handlu i audytu, ma być Rada Pracowników. Prawdopodobnie bę­dzie to kolejna organizacja, poza związ­kami, która opowie się przeciwko formie konsolidacji, jaką planują właściciele pu­ławskiej firmy, czyli Grupa Azoty w Tarno­wie. Tymczasem oświadczenie w tej spra­wie, w imieniu zarządu puławskich Azotów, wydał rzecznik spółki Michał Mulawa. Na­pisał, że do przekazanego przez Grupę Azoty S.A. projektu zmian w obszarach handlu i audytu, zarząd „wniósł szereg uwag”. -Trwają rozmowy w tej sprawie na poziomie całej Grupy Azoty. Tym samym zarząd puławskiej spółki liczy na nowe otwarcie w dyskusji o koordynacji funkcji handlowych w grupie – napisał rzecznik, przypominając o tym, że projekt zostanie jeszcze poddany konsultacjom z partne­rami społecznymi.

Riposta związkowców była natychmiasto­wa. Przede wszystkim mieli pretensje, że pismo zamiast do strony społecznej zarząd wysłał do mediów. – Jeśli tak ma wyglądać szukanie porozumienia to szybciej znajdzie­my je na ulicy niż w sali konferencyjnej  skwitował w swoim oświadczeniu  Śliwa, szef „Solidarności” w Puławach.

Kwestię strajku regulują przepisy. Nas interesuje, by każda spółka z grupy była spółką samodzielną. Chcemy połączyć niektóre funkcje, ale zrobimy to z korzyścią dla całej grupy i jednocześnie dla po-szczególnych zakładów, które są ważne dla regionów – skomentował Wojciech Wardacki, prezes Grupy Azoty. – Na działania konsolidacyjne zgodzili się przedstawiciele wszystkich spółek zależnych, nie było żadnych zastrzeżeń ze strony władz Puław.

Zarządowi chemicznej grupy sen z powiek spędza nie tylko widmo strajku w Puławach, ale także rosnący import nawozów do Polski. Przykładowo, import saletry amonowej od stycznia do sierpnia był ponad dwukrotnie wyższy niż przed rokiem. – My się konkurencji nie boimy, ale nie zgadzamy się na działania, które można nazwać nieuczciwą konkurencją. Podjęliśmy szereg inicjatyw, by wyegzekwować swoje prawa – podkreśla Wardacki. O szczegółach jednak nie chce mówić. Zapewnia jedynie, że spółka poinformowała o procederze odpowiednie instytucje. Dodaje, że chodzi m.in. o kwestie magazynowania sprowadzanych nawozów, zwłaszcza tych, które zawierają substancje wybuchowe. – My przestrzegamy wszystkich obowiązujących przepisów i oczekujemy, że ci, którzy sprowadzają nawozy też będą ich przestrzegać. Import musi być legalny, przejrzysty i transparentny – podkreśla Wardacki.

Rzecznik Grupy Azoty, Artur Dziekański, dementuje informacje, jakoby pion handlowy puławskich Azotów miał zostać wydzielony do osobnej spółki. – W puławskich zakładach, podobnie jak w pozostałych spółkach Grupy Azoty, służby handlowe będą utrzymane, a tworzone jednostki będą wspólnymi jednostkami mogącymi działać na rzecz każdej ze spółek GA podkreśla rzecznik, który dodaje, że osta­teczna decyzja dotycząca tego, w której spółce zostanie powołany Departament Korporacyjny Handlu Nawozami, nie zosta­ła jeszcze podjęta. – Pozostaje to przed­miotem rozmów- przyznaje Dziekański. Sławomir Kamiński z NSZZ „Solidarność” ZA Puławy tłumaczy, że konsolidacja może być dobra, jeśli przeprowadza się ją w spo­sób właściwy i korzystny dla wszystkich spółek. Tę proponowaną przez „Tarnów” kry­tykuje, chociaż dostrzega zmianę retoryki ze strony władz Grupy Azoty. Jego zdaniem wzmianki dotyczące niezależności i bez­pieczeństwa polityki finansowej ZA to efekt twardej postawy związków zawodowych. -Dla mnie to jest oczywiste, że wzięli pod uwagę nastroje, jakie panują wśród załogi. Cieszę się, że nasza aktywność przynosi takie efekty, bo zamysł  odnośnie tego, co należy zrobić z zyskiem Azotów, począt­kowo był inny. Powiem więcej, wcale nie jesteśmy przeciwnikami konsolidacji, bo uważam, że należy ze sobą współpraco­wać, ale w sposób mądry. Powinniśmy się rozwijać ucząc się od siebie i konkurując na rynku, a nie tworząc nowe, niepotrzeb­ne departamenty – mówi związkowiec. – Nie będzie naszej zgody na działania, które mogą doprowadzić do obniżenia zysku Za­kładów Azotowych – podkreśla. Od powsta­nia grupy Puławy przekazały Tarnowowi miliard złotych, tylko rok temu było to 160 milionów (przyp. red: zysk ten z kolei zasi­la kasę państwa jako największego akcjo­nariusza grupy i innych akcjonariuszy).

W najgorszym przypadku w Puławach możliwy jest nawet strajk. – Mówienie o strajku jest zbyt wczesne, ale nie podoba się nam to, co dzieje się w spółce – mówi Michał Świderski, rzecznik Komitetu Straj­kowego. Zaznacza, że planowane referen­dum strajkowe nie jest kwestią impulsu.

– Przeanalizowaliśmy sytuację; uważamy, że chcąc bronić spółki być może będzie¬ my być może musieli się zdecydować na tak radykalny krok jak strajk – zaznacza Świderski. Zarazem podkreśla, że nic niezostało jeszcze przesądzone. Referendum strajkowego chcą dwa największe związków Puławach Solidarność i Związek Zawodowy Pracowników Ruchu Ciągłego. Trzeba pamiętać, że przy powstawaniu Grupy Azoty zapewniano, że integralność spółki nie zostanie naruszona. Jednak po-wstaje wrażenie, że Zarząd Grupy Azoty chce pozostawić w Puławach tylko produkcję, wszystko pozostałe będzie w Tarnowie — skarżą się związkowcy. Smaczku całej sprawie nadaje fakt, że pogotowie strajkowe ma miejsce niemal dokładnie pięć lat po podpisaniu umowy konsolidacyjnej. Ta została zawarta 14 listopada 2012 roku.

Sądząc po wypowiedziach związkowców członków Komitetu Strajkowego – są oni zdeterminowani, by bronić suwerenności swej firmy przed zakusami ich obecne go większościowego akcjonariusza – Grupy Azoty z siedzibą w Tarnowie. Pracownicy twierdza., źe chcą pracować dla dobra spółki, ale nie łożyć na nią cały zarobek firmy. Flagi na bramie wjazdowej już wiszą.

Zgodnie ze zleceniem, jakie Komitet Strajkowy dostał od organizacji związkowych ma być przeprowadzone referendum strajkowe i podjęcie innych działań mających na celu przygotowanie legalnego strajku. Będzie to wejście w spór zbiorowy, rokowania i mediacje. Komitet Strajkowy ma nadzieję, że zostaną wypracowane rozwiązania, które uspokoją załogę, które zdejmą widmo ubezwłasnowolnienia. Do tej pory Zakłady Azotowe „Puławy” S.A. strajkowały dwa razy – raz w stanie wojennym, drugi – w roku 2012, kiedy to protestowały przeciwko ówczesnemu systemowi zarządzania.

Mamy nadzieję, że nie dojdzie do strajku kwituje wiceprzewodniczący Komitetu Strajkowego. Związkowcy wystosowali apel do premier Beaty Szydło, wicepremiera Mateusza Morawieckiego oraz prezesa Prawa i Sprawiedliwości – Jarosława Kaczyńskiego. Komitet Strajkowy Grupy Azoty zawiązany został dnia 9 listopada 2017 r. przez KM NSZZ „Solidarność” p rży G rupie Azoty „Puławy” S.A i ZZPRC ZA Puławy S.A.

Związkowcy i politycy oczekują reakcji rządu. Jednak według polityków PiS, może być o nią trudno, bo teraz Polska chemia ma poważniejsze zmartwienia niż strajk w „Puławach”.

Parlament Europejski właśnie przyjął stanowisko, w myśl którego należy znacznie ograniczyć zawartość kadmu w nawozach. Problem w tym, że Polska kupuje fosforany o dużej zawartości kadmu, l nie ma na świecie technologii, dzięki której ilość kadmu można zmniejszyć. ©

Zdjęcia: Dariusz Malinowski Źródła: Polska Kurier Lubelski, Parkiet, Dziennik Wschodni, lublin.tvp.pl, Radio Lublin, wnp.pl, www.kurierlubelski.pl.j