115 tys. głosów obywateli domagających się wprowadzenia zakazu handlu w niedzielę zebrał komitet Wolna Niedziela wspierany przez Naczelną Radę Zrzeszeń Handlu i Usług (organizacja zrzeszająca małe sklepy), “Solidarność” oraz organizacje związane z Kościołem katolickim przy wsparciu “Naszego Dziennika”.
Podpisy zostały złożone w Sejmie 31 grudnia. Zgodnie z konstytucją grupa 100 tys. obywateli ma inicjatywę ustawodawczą. Dlaczego komitet domaga się zmian? Najkrócej mówiąc: wracamy do tradycyjnego modelu rodziny, kobiety do dzieci i garów.

“Wymuszanie pracy w niedzielę w placówkach handlowych, zwłaszcza wobec kobiet, które stanowią gros zatrudnionych w handlu, a jednocześnie pełniących odpowiedzialne funkcje w życiu rodzinnym i wychowywaniu dzieci, jest przez znaczną część społeczeństwa oceniane negatywnie” – piszą autorzy w uzasadnieniu.
I dodają: “Wprowadzenie w życie proponowanej zmiany kodeksu pracy pociągnie za sobą bardzo korzystne skutki społeczne. Po wielu latach zaniedbań stworzona zostanie nowa jakość życia dla rodzin, zwłaszcza dla rodzin pracowników zatrudnionych w sektorze handlu. Zapoczątkowany zostanie zapomniany już trend pielęgnowania rodziny jako podstawowej jednostki społecznej”.

Wreszcie takie rozwiązanie zdaniem pomysłodawców nie przyniesie żadnych negatywnych skutków dla gospodarki: “zakupy zostaną rozłożone na sześć dni, a nie siedem, a ciężar zakupów niedzielnych przełożony zostanie na sobotę i poniedziałek. Zasada ta jest już teraz stosowana przez wiele rodzin hołdujących tradycyjnemu modelowi tygodnia”.

To kolejna w ostatnim czasie inicjatywa zmierzająca do zamknięcia sklepów w niedzielę. Poprzedni projekt został zgłoszony w maju ubiegłego roku przez grupę 86 posłów należących do tzw. katolickich zespołów parlamentarnych na czele z posłami PiS oraz Jarosławem Gowinem.

Mój ulubiony wyglądał tak: Czy musimy koniecznie małpować Niemców i Skandynawów, którzy w niedzielę sklepy zamykają? W niedzielę to jak biorę z balkonu swoją różową damkę, owijam szyjkę modnym szaliczkiem, wkładam okulary zerówki z grubymi oprawkami, spodnie rurki, biorę ajpodzika i pędzę na kawusię do Starbusia i nikt nie będzie mi Starbusia w niedzielę zamykał!

Społeczeństwo chce kupować w niedziele

Oczywiście obywatelski projekt ustawy trafi sobie do sejmowej zamrażarki, gdzie będzie powoli zdychał. Społeczeństwo według badań opinii publicznej, które były przeprowadzone w ostatnich latach, jest raczej przeciw. Te proporcje się zmieniają, ale zazwyczaj przeciwko takim regulacjom jest 60-70 proc. obywateli.

A skoro zbliżają się wybory, to nikt nie będzie społeczeństwu pluł w twarz i wprowadzał mu zmian na siłę, zwłaszcza że ostatnio sporo takich było (choćby podwyższenie wieku emerytalnego).

Nawiasem mówiąc, zawsze przy okazji podobnych pomysłów chwyta mnie za serce to, że pomysłodawcy tak pięknie wypowiadają się w interesie pracowników Biedronek czy Tesco, a jednocześnie pozwalają pracować w niedziele właścicielom małych sklepów. I nie tylko. Na przykład Żabek prowadzonych przez ajentów ten zakaz handlu też by nie dotyczył. Nadal byłyby otwarte.

Zakaz handlu nie wywoła żadnych ekonomicznych skutków? Właśnie z powodu owych skutków PiS, jak sam rządził, niedzielnego handlu nie ograniczył.

Zadecydowały wyliczenia zrobione przez Ministerstwo Pracy. Całkowity zakaz handlu w niedzielę oznaczał mniejsze wpływy do budżetu nawet o 1,5 mld zł. Pracę straciłoby 50-70 tys. osób. Chodzi głównie o kobiety po czterdziestce, o niskich kwalifikacjach. Nie znają języków, nie obsługują komputera. Gdy markety ograniczą zatrudnienie, wylądują na bezrobociu. Zamarłby handel nadgraniczny z Niemcami. U nich w niedzielę sklepy są zamknięte, więc masowo przyjeżdżają na zakupy do nas. Czy stać nas na utratę tych pieniędzy?

Dlatego zamiast zakazu handlu w niedzielę PiS wprowadził wtedy kompromis – zakaz handlu w 12 świąt w roku (teraz jest to 13 dni w roku). I jest to niezły kompromis.

Czy jestem za zakazem handlu w niedzielę? Ależ oczywiście, że tak. Jestem również za zakazem pracy od poniedziałku do niedzieli i spędzaniem tego czasu z rodziną i znajomymi.

Źródło. Gazeta.pl