Pan Przewodniczący zakomunikował mi – jedziesz na Dni Skupienia do Częstochowy. Szczerze powiedziawszy, to chciało mi się średnio, ale Przewodniczący był tak stanowczy, że stwierdziłem, że nie ma co dyskutować, widać tak ma być.

Wyjechaliśmy o 5.00 z Puław. Droga przebiegła dosyć sprawnie. Dotarliśmy punktualnie, nie tak jak ci z Polfy. Nauki prowadził Ojciec Tomasz Tlałka. Ja osobiście nie jestem modernistą, co wielokrotnie podkreślałem, jestem zasadniczo przedsoborowy i nie jest to połączenie jakoś szczególnie euforycznie nastwione na nowinki w postaci dosyć wyluzowanego zakonnika. W mojej początkowej ocenie byłem raczej wstrzemięźliwy. Ale później wszystko potoczyło się jakoś tak niespodziewanie, że mnie, człowieka o niesłychanie powściągliwej emocjonalności kościelnej (nie jestem typem, co to chwyta kogoś za ręce i śpiewa: Kumbaya my Lord, Kumbaya), wciągnięto do dramy. Tak bardzo było zajmujące to, co Ojciec mówił. Nie dość, że mądre i treściwe, to jeszcze wymagające skupienia uwagi. Słowa muszą być jasne, proste i celne, no i muszą oczywiste prawdy wiary pokazywać w ciekawym ujęciu. Wszystko to zapewniał nasz Przewodnik Duchowy.

Później poszliśmy na Mszę i co było szczególnie nobilitujące, mieliśmy miejsce przy samym Cudownym Obrazie Matki Boskiej. Napiszę wprost: kazanie było ciekawe, takie 8/10.

No i na koniec Droga Krzyżowa. Dla mnie to szczególny rodzaj modlitwy, niestety często przeględzony przez prowadzących. I tu Ojciec Tlałka mnie zaskoczył i to po raz kolejny zaskoczył pozytywnie. Mówił właściwie jedno, dwa, no trzy zdania, ale tak ciekawe, że wystarczyły za 40. Było to wszystko bardzo intrygujące, bo z jednej strony galopada myśli i skojarzeń o tym, co powiedział, z drugiej strony niecierpliwość, co za chwilę usłyszymy.

Reasumując, Przewodniczącego trzeba się słuchać – jak mówi, żeby jechać, to trzeba jechać. Za rok jadę na pewno nie tylko dlatego, że było to bardzo ciekawie doświadczenie duchowe, ale też dlatego, że będziemy poznawali historię Jasnej Góry z przewodnikiem (tak obiecał Przewodniczący, więc pewne jak w banku).

Sławomir Kamiński