Do naszego biura pomyłkowo (bo adresatem jest Pan Przewodniczący Sławomir Wręga) napływają drogą mailową setki listów z różnych zakątków świata, na przykład: Kongo, Uzbekistan, Dżibuti, Belize, Salwador, Izrael, Słowenia, Fidżi, Kuwejt, Eswatini, Timor Wschodni, a wszystkie opisują podobne sprawy. W związku z tym, że koszula bliższa ciału, cytujemy list od mieszkańców polskich Łysobyków.

Szanowny Panie Przewodniczący ZZPRC, po przeczytaniu wpisu na FB pańskiej organizacji

nasz świat stał się przejrzysty jak lód z jeziora Bajkał, do tej pory nie potrafiliśmy logicznie powiązać kilku faktów, dziś wiemy wszystko i wiemy, za co komu dziękować.

Otóż w naszej małej miejscowości miały miejsce następujące fakty:

– pszczoły mimo zimy zaczęły robić miód;

– skowronki nie odleciały na zimę i jakby tego było mało, zaczynają śpiewać dyszkantem;

– do Kazimierza Rezusa wróciła żona, co jest szczególnie radosne, ponieważ nigdy nie był żonaty;

– Krasula Teodora bije kolejne rekordy w oddawaniu mleka;

– Jagienka dostała kontrakt w La Scali mimo tego, że od kołyski jest głuchoniema;

– nasz sołtys, Roman Baton, dostał oficjalne pismo z Kancelarii Prezydenta o planach zgłoszenia naszych Łysobyków do organizacji letniej olimpiady;

– ślepa kobyła Jagoda odzyskała wzrok na lewe oko;

– w wyschłej od 30 lat studni nagle pojawiła się woda o smaku malinowym.

Te wszystkie nadnaturalne zjawiska negatywnie wpłynęły jedynie na Ryszarda Jenota, który pobiegł na cmentarz i przygniótł ogromnym głazem płytę nagrobną swojej teściowej w obawie przed jej zmartwychwstaniem.

Dzięki wpisowni na FB połączyliśmy kropki i nagle ukazał nam się klarowny obraz – to wszystko dzieje się dzięki temu, że trwa w Azotach spór zbiorowy, którego stroną jest Pańska organizacja. 

Nasza wdzięczność jest niewymowna i chcemy zaproponować, żeby poszedł Pan krok dalej i dzielił się kolejnymi czynami dobroci. Może warto butelkować wodę z kranu w łazience Pańskiego biura i sprzedawać jako cudowną? A nuż cofa hemoroidy? Kto wie? Tak czy inaczej nasza wdzięczność nie ma granic, pozostajemy niewymownie zobowiązani. Mamy nadzieję, że spór będzie trwał jak najdłużej, przynajmniej do chwili, gdy na uschniętej starej wierzbie rosnącej w Maciejowej miedzy nie pojawią się gruszki.

Z uniżonymi wyrazami wdzięczności i podziwu

Społeczność Łysobyków