Brudna gra rządu Tuska z Puławami

Leszek Pietrzak

Od kilku tygodni trwa kolejna runda brudnej gry wokół Zakładów Azotowych w Puławach. Działania Ministerstwa Skarbu Państwa są przykładem prywatyzacji, na której stracą nie tylko Puławy, ale także polskie państwo. W tle pojawiają się interesy wpływowego polityka PO Aleksandra Grada.
21 sierpnia przedstawiciele czterech związków zawodowych z puławskich Azotów protestowali w Warszawie przeciwko ostatnim działaniom resortu skarbu. W ten sposób chcą zwrócić uwagę opinii publicznej na patologiczną prywatyzację Puław. Protestują nie tylko związkowcy. Przeciwko planom resortu skarbu występują również Rada Pracowników ZA ?Puławy?, Rada Miejska Miasta Puławy, Zarząd Regionu Środkowowschodniego NSZZ ?Solidarność? w Lublinie oraz wielu lubelskich parlamentarzystów i polityków. Ich zdaniem prywatyzacja Puław prowadzona pod szyldem konsolidacji branży chemicznej, spowoduje przede wszystkim stratę przez puławskie Azoty pozycji lidera polskiej chemii. ZA Puławy powinny być podmiotem, a nie przedmiotem w procesie planowanej konsolidacji. To oznacza, że to wokół nich powinna być konsolidowana polska chemia. Sprzedaż Puław znacznie słabszym ZA w Tarnowie, które jednoznacznie nie wykluczają wyprowadzenia części produkcji z Puław do Tarnowa na pewno są drogą do utraty tej pozycji. Preferowanie Tarnowa wynika nie tyle z czynników ekonomicznych, ale z faktu, że zabiegał o to Aleksander Grad w latach 2007-2011 minister skarbu w rządzie PO. Dziś mimo, że zrezygnował z mandatu posła dla wysokich apanaży w spółce skarbu państwa (ponad 100 tys. zł miesięcznie) wciąż ma ogromne wpływy w rządzącej partii.

Kiepski pomysł na prywatyzacje

Od kilku miesięcy MSP podejmuje działania zmierzające do jak najszybszej finalizacji procesu prywatyzacji puławskiego giganta. Trudno jest jednak znaleźć racjonalne przesłanki tego posunięcia, zważywszy na fakt, że wyniki ekonomiczne jakimi mogą się pochwalić puławskie Azoty sprawiają, że są one od wielu lat liderem nie tylko branży chemicznej, ale należą do ścisłej czołówki polskich firm. Priorytetem prywatyzacyjnym powinny zostać objęte w pierwszej kolejności te przedsiębiorstwa państwowe, których wyniki finansowe z ostatnich lat budzą spory niepokój o przyszłość. Dopiero w dalszej kolejności należałoby rozważać prywatyzację pozostałych. Według tej logiki, ZA Puławy powinny zatem być sprywatyzowane raczej w ostatniej kolejności. Oczywistym jest również to, że MSP przystępując do prywatyzacji ZA Puławy powinno mieć jasną i długofalową wizję ich przyszłości, uwzględniającą ich aktualną pozycję na rynku, potencjał oraz możliwości , jakimi dysponują. A te wydają się naprawdę ogromnym kapitałem puławskich Azotów. Wystarczy wspomnieć o 4 mld złotych obrotów Puław i 550 mln złotych zysku netto i regularnie płaconej dywidendzie do budżetu państwa. Puławy od chwili wejścia na giełdę w 2005 r. wypracowały ponad 1,6 mld zysku netto.

Strategia prywatyzacyjna MSP w wypadku Puław od początku budziła spore wątpliwości. W zasadzie MSP nigdy nie miało jej jasnej wizji. Jeszcze w czerwcu b.r. MSP wspierało plan wykupu 100 proc. akcji ZA Puławy przez firmę Synthos, w której pakiet kontrolny ma Michał Sołowow. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Synthos nie tylko nie jest potentatem w branży chemicznej, ale nie dysponował nawet środkami na wykup akcji Puław. Problem nie zdolności do przeprowadzenia tej transakcji przez Synthos został jednak rozwiązany przez PKO BP, który zgodził się udzielić firmie Sołowowa kredytu inwestycyjnego na sumę 2 mld zł. Kuriozalne w tym wszystkim było to, że PKO BP jest bankiem państwowym, w którym takie decyzje jak udzielenie tak gigantycznego kredytu inwestycyjnego są podejmowane przez ludzi desygnowanych do zarządu banku przez rządzącą PO.
Wątpliwości budziła również sama osoba 50- letniego Michała Sołowowa, posiadającego pakiet kontrolny w Synthosie. Sołowow zanim wkroczył do wielkiego biznesu znany był z operowania w branży przemytu złota, co dokumentuj archiwa IPN. Plan kupna Puław przez Synthos przypominał trochę sytuację, w której lidera ekstraklasy z dobrymi perspektywami w lidze europejskiej kupowałby trzecioligowy klub, należący do firmy jakiegoś oligarchy i to dzięki kredytowi z państwowego banku. Nieoczekiwane wejście do licytacji polskiego biznesmena sugerowało, że może może chodzić jedynie o czysty zysk z odsprzedaży Puław, np. rosyjskim firmom. A zysk ten mógł być niemały. Biorąc pod uwagę wycenę Puław dokonaną przez PKO BP można było wówczas ?na pniu? zarobić 20 proc. Resort skarbu państwa od początku deklarował zadowolenie z planu zakupu Puław przez Synthos. Dopiero kilka tygodni później z nieznanych do dziś powodów MSP wycofał się z popierania transakcji.

Pod szyldem Tarnowa

Gdy upadł pomysł ze sprzedażą Puław Synthosowi MSP wyszło z kolejnym projektem ? tzw. Wielkiej Syntezy Chemicznej, który przewiduje budowę polskiej grupy chemicznej pod szyldem Zakładów Azotowych w Tarnowie.
Są one znacznie niżej notowane w branży chemicznej niż Puławy, za to ?dobrze sterowane? przez ludzi byłego ministra skarbu Aleksandra Grada. W lipcowym rankingu ?najbardziej wartościowych spółek z kluczowych branż dziennika ?Parkiet? Puławy są nie tylko najwyżej ocenianą spółka chemiczną, ale i wiceliderem tego zestawienia z wynikiem 80,3 pkt. (ocena rentowności, płynności finansowej, wyników netto, wzrostu przepływu gotówki i zmian kapitału własnego). Z kolei Azoty Tarnów zajmują w tym rankingu dopiero 16 pozycję. Ale jest jeszcze jeden o wiele bardziej istotny aspekt. ZA w Tarnowie potrzebują oddłużenia, bo ich zobowiązania przekroczyły ostatnio 400 mln zł, z czego ponad 250 mln zł ma być spłacone w ciągu najbliższego roku. Krotko mówiąc Puławy ze swoja tegoroczną dywidendą mogłyby być kołem ratunkowym dla Tarnowa.
Dwa miesiące temu były minister skarbu Aleksander Grad, protestował przeciwko wezwaniu na zakup akcji Azotów Tarnów, jakie ogłosił rosyjski potentat chemiczny Acron. Grad wyszedł wówczas z tezą rosyjskiego zagrożenia Tarnowa, pomimo, że będąc ministrem skarbu nigdy tego zagrożenia nie widział. W lipcu rosyjska spółka kupiła w ponad 13 proc. akcji Tarnowa, mając w ten sposób swoich przedstawicieli w Radzie Nadzorczej i bieżący dostęp do wiedzy o najbliższej strategii Tarnowa. W sytuacji, gdy cztery polskie przedsiębiorstwa chemiczne (Tarnów, Puławy, Kedzierzyn i Police) zostaną skonsolidowane w ramach holdingu, Acron będzie miał również swoich przedstawicieli w Radzie Nadzorczej tego holdingu. Na pewno byłaby to mało komfortowa sytuacja, w perspektywie mogąca przynieść kolejną próbę przejęcia polskiej chemii, ale już w całości.

Koniec potęgi Puław

Przez wiele lat prywatyzacje polskich przedsiębiorstw uwarunkowane były potrzebą łatania budżetowych dziur. Prywatyzacyjne plany nigdy nie były precyzyjnie przygotowane i nie kierowały się interesami prywatyzowanego przedsiębiorstwa. Prywatyzacja Puław jest kontynuacją tej filozofii polskiej prywatyzacji. Ale tym razem umiejętnie ubrana została w projekt konsolidacji polskiej branży chemicznej pod nazwą ?Wielkiej Syntezy Chemicznej?. Spośród czterech spółek branży chemicznej, które ma ona objąć: ZA Puławy, ZA Kędzierzyn, ZCh Police i ZA Tarnów najsilniejszą są Puławy a najsłabszą Tarnów. Ale to najsłabszy gracz w tej grupie będzie przejmował najsilniejszego i to samego lidera branży. Gdzie w tym wszystkim są motywy biznesowe? Czy spółka musi zatem zabiegać o jak najlepsze wyniki, skoro znacznie lepiej opłacałoby się, gdyby powierzyła swoją przyszłość jakiejś grupie politycznych lobbystów? Czy na tym ma polegać polska prywatyzacja? Wszystko coraz bardziej sprawia wrażenie, że plan zakupu Puław i cały projekt konsolidacji polskiej chemii ma doraźnie posłużyć do oddłużeniu Tarnowa i wyprowadzeniu go na prostą. A wtedy okaże się, że na dobra sprawę cala polska chemia jest zarządzana przez ludzi Grada.
Pewne jest jedno, że sfinalizowanie tych planów, zakończy okres w polskiej chemii, kiedy ZA Puławy były niekwestionowanym liderem branży, mającym szanse na jej skonsolidowanie i potrafiącym bronić się przed zawłaszczeniem przez polityczne lobby.

Gazeta Finansowa 24.08.2012r.