Walne, walne i po walnym. Pisać by można o tym tomy. Ja pozwolę sobie napisać to w 2 częściach: pierwszej – nieco frywolnej i prześmiewczej oraz drugiej – już całkowicie poważnej (za jakiś tydzień, jeśli koledzy z KM zechcą to umieścić na stronie).
Towarzysze odrobili lekcje. Było pozornie grzeczniej, mniej ostentacyjnie, a paliwem stał się mój tekst, a właściwie dwa. Ten o poprzednim walnym na http://www.krakus.ehost.pl/krakus-solidarnosc/2017/05/25/polska-zjednoczona-partia-wsw/  oraz, nie wiedzieć czemu, mój tekst o ubeckiej rodzinie umieszczony na http://lpu24.pl/2017/05/26/ktokolwiek-wie-slawomir-kaminski/. Doprawdy nie wiem dlaczego tyle nienawiści na mnie z jego powodu wylewał niejaki Zbigniew Kędziora (przecież nie podawałem żadnych nazwisk).
Muszę jednak przyznać, że moje największe zdziwienie wywołał delegat, który z trzech różnych opcji, jakie opisałem w tekście, czyli: przeciwnika agentury, niezdecydowanego i ubeka, poczuł się tym trzecim. Aż strach pomyśleć czym by się poczuł, gdybym napisał coś o Kongo.
Wracając do sedna – towarzysze przygotowali się koncertowo. Mnie w kuluarach wyzywali od najgorszych, a TW Tatry nawet chciał sprowokować bójkę. Wytrzymałem presję, z uśmiechem na ustach. Najciekawszy był ubecki chwyt polegający na tym, że starano się obrzucić błotem kolegę Piotra Śliwę. Okazało się, że przewodniczący Jacyna to tak naprawdę nie jest niczemu winien, a najgorszym złem jest wiceprzewodniczący oraz ja, który śmie pisać coś, co się komuś nie podoba i ma czelność agenta nazywać agentem. Scenka rodzajowa została odegrana po mistrzowsku, czerwony dywan w Hollywood sam się rozwija.
Później do boju ruszyła husaria emerycka, z dwoma hasłami. Pierwsze, że Andrzej Jacyna jest kryształowy i prawdopodobnie rozpoczął się jego proces kanonizacji oraz drugie, żeby przywrócić emerytom (około 2000 osób) wszystkie przywileje socjalne, łącznie z wypłatą wczasów pod gruszą – jakiś podły delegat zapytał tylko po cichu kto im będzie podpisywał wnioski urlopowe. Wspomniano też o tym, że emeryci chcą mieć wolny wstęp na wszystkie imprezy organizowane przez ZAP.
Oburzono się także na to, jak ja śmiem rzucać pomówienia, że obrońcami Jacyny są byli członkowie PZPR. Poprosiłem więc, żeby byli członkowie nieboszczki wstali. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu nikt się nie zerwał: ani były lektor PZPR, ani były członek POP PZPR. Ciekawi mnie, czemu nie wstali. Jeśli zaś jesteśmy przy byłych, to prowadzący zebranie, Roman Góra, tylko mnie jedynemu ograniczył długość wypowiedzi. Obrońcy Jacyny mogli, łamiąc regulamin obrad, mówić ile chcieli i co chcieli, ale tylko ja zostałem poddany ograniczeniom czasowym. Najpierw pozwolono mi zabrać głos przez 3 minuty, ale chyba to wydało się za długo, bo później mogłem mówić już tylko minutę.
Nie obyło się też bez scenek komediowych. Gdy jeden z panegirystów Jacyny zakończył orację – rozległy się brawa, których autorem był tylko sam zainteresowany. Mina, gdy spostrzegł, że nikt się nie dołącza do owacji – bezcenna.
Jednym słowem sympatycy ukrywania bycia tajnym i świadomym współpracownikiem służb PRL zagrali na wszystkich instrumentach, jakie mieli pod ręką. Jednak zamiast arii zwycięstwa, wyszła kakofonia. Mam nadzieję, że kolega Kuśmierz nie poczuje się klarnetem.
Kończąc część rozrywkową mojego tekstu, opiszę coś, czego nie byłem świadkiem, a jedynie znam z opisu kilku delegatów. W swojej ostatniej mowie Jacyna straszył, ale najgorsze było to, co niejako wyrzygał ludziom w twarz stwierdzając, że nadal będzie zarabiał 9400 i nikt mu tego nie zabierze. Dla mnie jest to pokazanie prawdziwego oblicza tego człowieka, ale też stawia pytanie: z jakiego stanowiska, na którym zarabia się 9400 zł, został oddelegowany do pełnienia funkcji związkowych?

Sławomir Kamiński